sobota, 6 września 2008

Vichy po raz pierwszy












Po paru przygodach na trasie Warszawa-Paryż-Vichy, w tym jeździe na gapę francuskim metrem wraz z 32 kg walizką, dotarłam w poniedziałek do Vichy. To małe 30-40 tys. miasteczko w regionie l’Auvergne, 3 godziny podróży pociągiem z Paryża. Nie ma tu zbyt wielu atrakcji, poza jeziorem, hipodromem i słynną na cały świat wodą leczniczą.


Do basenów termalnych jeszcze się nie wybrałam, ale mam w planie. Dziś robimy właśnie wycieczkę po miasteczku, bo przez ostatni tydzień funkcjonowałam głównie na trasie szkoła – dom.

Mieszkam blisko centrum, u bardzo specyficznej, ale sympatycznej rodzinki Barton-Fournier. Są wegetarianami bardzo skoncentrowanymi na zdrowym żywieniu w filozofii wschodu, chodzą wcześnie spać, wcześnie wstają. Babeczka – Cecile, ma 40 lat i wygląda świetnie, więc zdrowe żywienie bardzo jej służy. Ojciec rodziny – Marco, ma 50 lat. Mają czwórkę dzieci, córka jest na studiach, ale nie wiem, gdzie, bo na razie nie umiem o to zapytać, i dwójkę synów, z których starszy jest w okresie buntu i nie za bardzo się odzywa.


Oprócz mnie mieszka tu też Niemka – Christine – która super mówi po hiszpańsku i z francuskim też bardzo dobrze jej idzie. Wygląda to więc tak, że jak razem jemy śniadanie, ona nawija cały czas z rodziną, a ja w sumie głównie słucham i nawet coś z tego rozumiem, wiec nie jest tak źle. Odzywam się jednak do nich mało i chyba bezokolicznikami i równoważnikami zdań, ale nie mam pewności;)

Mam mały pokoik na poddaszu, z okienkiem wychodzącym na dachy Vichy. Generalnie, nie za dużo z niego widać;) Jednak najbardziej dokucza mi łóżko – strasznie twarde, budzę się kilka razy w nocy i jak dotąd, może przez to (?) mam, ciekawe (!) koszmary – niby straszne, ale się nie boję. Łóżko jest szerokie, wiec rano często budzę się…w poprzek. Mam nadzieję, że się przyzwyczaję;)

Weekend jest wolny, na szczęście.

Szkoła jest w centrum Vichy, dobrze wyposażona, to kilka dużych budynków, w których w sezonie (czerwiec – sierpień) uczy się nawet 2 tysiące studentów. Teraz jest jednak o wiele mniej. Studenci są w różnym wieku – od nastolatków do 60-latków, ale głównie 20-latkowie. Najwięcej wśród nich Japończyków (Gośka – powinnaś tu przyjechać przed wyprawą do Kyoto, na zaprawę;) i Arabów, też Afrykanów. Europejczyków najmniej: trochę Hiszpanów, kilku Niemców (razem z moimi kolegami) i chyba jedna Polka


W tygodniu wstaję o 7 rano (!) więc nie są to wakacje;), o 8 jemy śniadanie, a o 8.45 zaczynają się nam zajęcia. Na śniadanie podają nam płatki, chleb wypiekany w domu (!) z masłem sezamowymi i orzechowym i domowymi konfiturami. Mleko oczywiście sojowe. Po tym czuje się syta do południa!

Jestem w grupie Debutant ++ czyli takiej mniej początkującej, ale poziom w grupie jest różny i ja tez mam pewne braki, które muszę nadrobić. W grupie jest 13 osób, z czego połowa to Japonki + Japończyk, Jemeńczyk, Katarczyk, Libijczyk, Saudyjczyk, Kolumbijczyk… więc jest bardzo międzynarodowo. Ja w tym gronie reprezentuję EuropęJ Jest ciekawie, bo nawet jak opowiadamy o prostych rzeczach, typu: co jem na śniadanie, można się dużo ciekawostek dowiedzieć. I tak, np. śniadania w Kolumbii, nie sposób zmieścićJ

Japończycy generalnie mają ciężko z nauką francuskiego, ale wszyscy się do niej garną, ze względu na modę i zamiłowanie do Europy, która kojarzy im się z Francją. Głownie to studenci uniwersytetu z Tokio. Najtrudniej jest ich jednak zrozumieć, trzeba się naprawdę wsłuchać.

Rano mamy zajęcia do 12tej z dwoma naprawdę dobrymi nauczycielami. Babeczka jest bardzo zabawna, ale to trzeba zobaczyć;) Zaśmiewa się bardzo specyficznie i cały czas (ulala…), wiec generalnie zajęcia mijają w bardzo dobrej atmosferze.

Potem jest dwu-godzinna przerwa, a potem zajęcia warsztatowe, na których głównie rozmawiamy, z kolejną nauczycielką, młodą Francuską. W przerwie jemy sobie lunczyk i idziemy do biblioteki coś się pouczyć. Miałam w planie jedzenie obiadu w stołówce, ale jedzenie jest tam OKROPNE. Nie tylko jak na Francje. Na mieście z kolei, wszystko jest drogie, na obiad trzeba wydać ok. 15 euro nawet za pizzę (!), więc zdecydowaliśmy, że będziemy sobie sami gotować. Na razie działa to bardzo dobrze, tym bardziej, że w mojej ‘paczce’ jest HiszpanJ Próbujemy też w to zaangażować Japończyków, wiadomo dlaczegoJ Za tydzień – dwa, będę może jadła obiady z rodziną.

Teraz może trochę o mes amies

Po zajęciach spotykam się głównie z Corinną, Jacquesem i Julio, którzy będą też ze mną na masterclass. Jesteśmy tu razem na kursie, tylko na różnych poziomach. W sumie dobrze się dogadujemy i cieszę się, że jeszcze przed wyjazdem do Stuttgartu, będziemy mogli się lepiej poznać. Corrina i Jacques, mimo egzotycznych imion, to Niemcy, Julio jest z Hiszpanii, ale od ponad 2 lat mieszka w Niemczech, pracował też w Brukseli. Mówimy oczywiście po Niemiecku, ale staramy się też po francusku, szczególnie z innymi studentami. Mi idzie tak sobie, ale to po prostu kwestia przysiądnieciaJ Zaczęłam też niestety mówić językiem ‘paraeuropejskim’ – mieszanką niemieckiego, angielskiego i francuskiego…. Okropnie to brzmi.

Poza szkoła i gotowaniem i staraniem się mówić po francusku chodzę tu jeszcze na zajęcia sportowe, dwa razy w tygodniu. Grałam już w kosza z…ChińczykamiJ i w badmintona, fajne to jest, bo w Warszawie jakoś trudno nam było się zorganizować na sporty zespołowe. Jutro wybieram się na basen i może na wycieczkę do Clermond-Ferrand, jeśli pogoda będzie w porządku. Od 3 dni niestety od czasu do czasu pada deszczyk. Temperatura przyjemna, ale mogłoby być cieplej. Mam nadzieję, ze się poprawi, bo normalnie we wrześniu mają tu bardzo ładną pogodę.


Mam nadzieję, że was nie zanudziłamJ

Jeśli coś was jeszcze ciekawi, dajcie znaćJ postaram się pisać co tydzień. Ale czekam też na odwiedziny, tu lub w Niemczech...?

Mam słaby dostęp do Internetu w domu, ale spróbuję wkrótce przetestować skype – może działa….?

CAŁUSKI!

6 komentarzy:

kasia pisze...

hej Zen, ale fajnie, następny blog do podglądania :). ja jednak jakoś chyba przegapiłam opowieść o początkach twojej wyprawy, wydawało mi się, że przeprowadzasz się od razu do stuttgartu, a tu jeszcze po drodze francuszczyzna... czy to kurs przed studiami filmowymi? chyba musisz do mnie mówić wiekszymi literami ;)
a gdzie sobie tak sami gotujecie? korzystasz z kuchni rodzinki? a propos kuchni rodzinki, mam nadzieję, że wkrótce na blogu zaczną się pojawiać pierwsze francuskowegetariańskie przepisy!
uściski,
mamakaczka

mala pisze...

Cudownie, ze dalas sie namowic na bloga! Mysle, ze teraz to fajne dla nas, a kiedys to bedzie fajna pamiatka dla Ciebie, bo o szczegolach czesto sie zapomina. No i wreszcie nie o dzieciach!:)
calusy kochana, pisz jak tylko dasz rade i duuuzo. Kurcze w sumie jestes nie tak daleko, a zycie masz zupelnie inne niz jeszcze 1-2 tygodnie temu. No i czasem musisz sobie pyknac zdjecie w lustrze bo tesknie!!!:)

elzunia pisze...

Ola,super.Czekam bardzo na ciag dalszymhxbmyy.
Ciekawa jestem,czy wode z Vischy mozna pic tylko w butelkach czy rowniez w pijalniach czy temu podobnie.
Jaki byl efekt ostatniego gotowania i kiedy Twoja kolej i co przygotujesz?
Bki i pka.Mammmma

osa pisze...

siema ola! bardzo się cieszę, że się zaklimatyzowałaś, wiedziałam, że dasz radę, kiepsko tylko z tym jedzeniem. Trzymaj się z azjatami, o ile się dogadasz oczywiście.Mam nadzieję, że frnacuski jest do ogarnięcia przez panią Zenię.
Będziemy w tym miesiącu w Lemonde Diplomatique i notesie na 6 tygodni, więc kariera idzie do przodu. tzrymaj się.olga

Nara pisze...

Witaj Ola we Francji! Widzę, że rozpoczęłaś tu życie pełną gębą... ;) Coś mi ten scenariusz przypomina... For your information: wszystkie Francuzki są bardzo bio i jedzą tylko warzywka i najchętniej mieszkałyby w ziemiankach. I większość Francuzów śpi na dużych, dwuosobowych łóżkach. Interpretację zostawiam Tobie...
Trzymaj się i do zobaczenia niebawem!!!!!

Aga pisze...

Czesc Ola!
Naprawde suoer pomysl z tym blogiem! Przynajmniej teraz moge byc up to date jak to mowia tutejsi tubylcy:-)
Pisz kochana jak znajdziesz chwilke, bo cala wyprawa to fascynujaca przygoda:-)
Koniecznie opisz jak juz wybierzesz sie do zrodel - moze wpadne na odnowe ciala i duszy:-)
Trzymaj sie mocno!Buziaki!